thumb-1

Love Story

Magda wcale nie była zadowolona z przeprowadzki do Warszawy. Nie wiedziała, jak sobie poradzi, mieszkając tak daleko od morza. Nie miała jednak wyjścia. Dostała w stolicy świetną propozycję pracy w krajowym dzienniku. Dla redaktorki lokalnej gazety taka okazja była nie do odrzucenia. Zaczęła się więc rozglądać za mieszkaniem w nieznanym mieście. Warszawscy przyjaciele pomogli jej wybrać dzielnicę – piękny, zielony Mokotów. Blisko centrum, jeszcze bliżej nowej redakcji.

W pojedynkę
Z całą resztą spraw, które spędzają sen z powiek każdemu, kto kupuje nieruchomość, młoda dziennikarka musiała zmierzyć się sama. Przede wszystkim zdecydowała się na mieszkanie w nowym budynku. Chciała wszystkich współczesnych udogodnień – garażu, cichej windy, strzeżonego osiedla. Nie zależało jej na dużym metrażu. Magda mieszkała sama, była typem pracoholika. Doświadczenie podpowiadało jej, że w domu nie będzie spędzała dużo czasu. Na decyzję odnośnie wielkości mieszkania wpłynęły oczywiście także finanse.

Dwie Magdy
Budynek, w którym znalazła kawalerkę, już stał. Prowadzono jedynie prace wykończeniowe we wnętrzach. Magdzie było to na rękę – mogła zaaranżować swoje gniazdko dokładnie tak, jak chciała. Gdy dostała klucze, przyjaciele znów przyszli jej z pomocą. Polecili sprawdzoną projektantkę wnętrz Magdę Lehmann, która po rozmowie na temat stylu życia gospodyni, jej upodobań i oczekiwań rozrysowała plan i przedstawiła praktyczne rozwiązania.

Na przekór przyzwyczajeniom
Rodzinny dom Magdy był ciemny. Ciężkie tkaniny zasłaniały okna wiekowej kamienicy, pokoje zapełniały antyki i wszechobecne książki. Dziennikarka myślała o swoim własnym w całkowitej do niego opozycji. Miało być jasno, nowocześnie i… niedrogo. Pomysł, by zatrudnić architekta wnętrz, okazał się znakomity. Cały wolny czas spędzała z architektką w sklepach z wyposażeniem wnętrz.Remont trwał jednak stosunkowo krótko, głównie dzięki sprecyzowanym planom, szybko podejmowanym decyzjom i rzetelnym ekipom wykończeniowym.

Szczęśliwy koniec
Remont się zakończył, a efekt przestronności mimo tak małego metrażu został osiągnięty. Stało się tak między innymi dzięki zrezygnowaniu z tradycyjnych drzwi między niewielką sypialnią a salonem na rzecz tafli mrożonego szkła. Projektantka zdecydowała także o otwarciu przestrzeni między kuchnią i salonem poprzez wyburzenie dzielącej je ściany. Obszerna szafa wnękowa, mebel z powodzeniem zastępujący garderobę, znalazła swoje miejsce we wnęce w przedpokoju. Do budowy drzwi szafy wykorzystano te same białe elementy, które znalazły się w obudowie kuchni. Dzięki takiemu rozwiązaniu potężnego mebla prawie nie widać. Któregoś wieczoru, gdy wszystko znajdowało się już na swoim miejscu, a obraz nad stołem został powieszony, Magda usłyszała pukanie do drzwi. Gdy je otworzyła, zobaczyła przystojnego mężczyznę z brytfanną w rękach. – Witam, miła sąsiadka – powiedział łamaną polszczyzną – ja zrobił tiramisu. Sąsiad okazał się Włochem zakochanym w Polsce. Teraz także w Magdzie. Doskonały happy end, prawda?

Artykuł opublikowany w czasopiśmie M jak mieszkanie, nr 9 (103), sierpień 2008